Get Adobe Flash player
czwartek, 29 listopad 2012 09:28

KIM BYLI ŻOŁNIERZE WYKLĘCI?

Napisał 

zolnierze_wyklNie ma chyba tematu, który komunistyczna propaganda zafałszowała bardziej. Rozmiary i skuteczność tego kłamstwa są tak potężne, że do dziś zarówno w mediach elektronicznych, jak i w wielkonakładowej prasie powielane są wyssane z palca oszczerstwa. Ich autorami najczęściej byli oprawcy z NKWD.

 

Jak wszyscy chyba wiedzą – do czerwca 1941 Związek Radziecki był sojusznikiem Hitlera. Eksterminacja narodu polskiego była przez obydwu okupantów prowadzona w sposób skoordynowany. Funkcjonariusze obydwu ludobójczych systemów ściśle współpracowali, wymieniali się doświadczeniami. W czerwcu 1941 stan ten uległ zachwianiu, gdyż Niemcy niespodziewanie zaatakowały państwo Stalina.

 

Już kilka miesięcy po niemieckiej napaści na Związek Sowiecki, kiedy armie Hitlera ciągle znajdowały się na przedpolach Moskwy, powstał plan przyszłego wmontowania Polski w obręb radzieckiego imperium. Władze sowieckie zakładały, że w ciągu paru lat ich wojska pokonają Niemcy a leżącą po drodze Polskę – całkowicie sobie podporządkują. Problemem mogło być jednak Polskie Państwo Podziemne – bezprecedensowa struktura dysponująca konspiracyjnymi oddziałami zbrojnymi o potencjale większym od ruchu oporu całej reszty okupowanej Europy. Stalin postanowił zniszczyć ją w jak największym stopniu – zanim jeszcze Armia Czerwona pojawi się na ziemiach polskich. W tym celu na teren okupowanej przez Niemców Polski zaczęli być przerzucani agenci, których głównym zadaniem było zwalczanie polskich patriotów – także we współpracy z hitlerowcami.

 

Najsławniejszym z agentów Stalina był Marceli Nowotko. W Polsce Ludowej jego postać stała na pomnikach, był on patronem tysięcy ulic, placów a także szkół, domów kultury i zakładów przemysłowych. Czym się w rzeczywistości zajmował i jak zginął? W 1942 roku samolot NKWD zrzucił go na spadochronie do Polski (przy lądowaniu złamał zresztą nogę). Po przedostaniu się do Warszawy stanął na czele siatki agentów, która zdobywała informacje o żołnierzach Armii Krajowej. Ich adresy były wysyłane zwykłą pocztą na adres Gestapo. Metoda szybko okazała się niezbyt skuteczna, gdyż w szeregach pocztowców działała silna struktura Polskiego Państwa Podziemnego. Przechwytywała ona listy wysyłane na Gestapo i sprawdzała ich zawartość. Jeśli listy zawierały donosy – zawartość kopert była podmieniana. Nowotko i jego ludzie znaleźli jednak inne kanały przekazywania donosów. I niestety – oznaczało to aresztowania żołnierzy Armii Krajowej. Kolejne osoby trafiały w łapy sadystów z Gestapo, ich rodziny rozstrzeliwano w publicznych egzekucjach lub wysyłano do obozu Auschwitz. Pewnego dnia Nowotko popełnił jednak błąd. Dowiedział się, że przy warszawskim Nowym Świecie działa drukarnia Armii Krajowej. Wiedział też, że przy tej samej ulicy mają też konspiracyjną drukarnię polscy komuniści i… pomylił adresy. Tego, że tym razem w rękach oprawców z Gestapo znaleźli się ludzie z siatki sowieckiej, towarzysze Nowotce nie darowali. Został zabity przez swoich – najprawdopodobniej przez Bolesława Mołojca.

Działalność Nowotki kontynuowało jednak liczne grono innych agentów Stalina.

 

W 1944 roku, kiedy Polska była zajmowana przez Armię Czerwoną, w szeregach Armii Krajowej znajdowało się ciągle ok. 350 tysięcy żołnierzy podziemia. Część oddziałów od dawana ścierała się z przerzucanymi ze Związku Radzieckiego dywersyjnymi jednostkami sowieckimi, często bardziej zaangażowanymi w zwalczanie Armii Krajowej, niż Niemców. Bywało też, że oddziały AK współdziałały z Armią Czerwoną. Tak było np. w czasie operacji wypierania hitlerowców z rejonu Wilna. Wydarzenia takie zawsze jednak kończyły się tak samo. Oddziały Armii Krajowej, po wyczerpaniu amunicji, były otaczane i rozbrajane przez Sowietów a następnie – trafiały do obozów jenieckich i na Syberię. Po zajęciu Lublina w lipcu 1944 niemiecki obóz śmierci na Majdanku stał się sowieckim obozem dla żołnierzy Armii Krajowej. Kolejne pociągi wywoziły z niego polskich patriotów na Kołymę i do innych Gułagów.

 

W sierpniu 1944 Armia Czerwona wstrzymała ofensywę, by nie udzielić pomocy Powstaniu Warszawskiemu. Wznowiono ją dopiero w styczniu 1945, kiedy Niemcy uporali się już z dziełem doszczętnego spalenia polskiej stolicy. W obliczu tych wydarzeń ostatni komendant - gen. Leopold Okulicki - wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową i zwalniający jej żołnierzy z przysięgi. Ta dramatyczna decyzja miała na celu uratowanie przed zagładą setek tysięcy najaktywniejszych polskich patriotów. Sam Okulicki zginął jednak potem w sowieckim więzieniu a Armia Czerwona – dokonywała kolejnych zbrodni. Jedną z nich była tzw. Obława Augustowska, w czasie której wymordowano co najmniej kilkuset żołnierzy AK i innych organizacji niepodległościowych, zabijając często także ich rodziny. Podobne masowe zbrodnie dokonywane były pod Grodnem i w innych miejscach.

 

O tym, jakie porządki zapanują w Polsce zdobywanej przez Armię Czerwoną, szybko przekonali się mieszkańcy kilku miast Górnego Śląska. Już w pierwszym tygodniu po tzw. „wyzwoleniu” tysiące Górnoślązaków zostały załadowane do pociągów towarowych, które wiozły ich do niewolniczej pracy w kopalniach Związku Radzieckiego. Razem z nimi na Wschód jechały kolejowe transporty pełne żołnierzy AK. W jednym z nich na Syberię jechał dowódca Kierownictwa Dywersji AK płk Emil Fieldorf – autor najbardziej błyskotliwych akcji ruchu oporu w całej okupowanej Europie. Wkrótce z rąk „wyzwolicieli” zginie rtm. W. Pilecki – twórca ruchu oporu w obozie Auschwitz, człowiek od którego świat dowiedział się o uruchomieniu machiny holocaustu. Więzienia zajmowanej przez Armię Czerwoną Polski pękały w szwach a ginęli w nich – najbardziej zasłużeni w walce z okupantem. Ci, których dziś nazywamy Żołnierzami Wyklętymi – organizowali akcje rozbijania tych więzień. Najbardziej znana była operacja uwolnienia przetrzymywanych w obozie w Rembertowie.

 

Czy można się dziwić, że duża część żołnierzy polskiego podziemia nie ujawniało się, lecz pozostawało w leśnych oddziałach? Kto był przeciwnikiem Żołnierzy Wyklętych? Ich wrogowie nosili sowieckie lub polskie mundury. Jednak ci drudzy – bardzo często nie byli Polakami. Często do końca życia nie nauczyli się polskiego języka. Potocznie zwano ich POP-ami, czyli „Pełniącymi Obowiązki Polaka”. Wcześniej zajmowali się zwalczaniem opozycji antysocjalistycznej w Rosji i takimi działaniami eksterminacyjnymi, jak Katyń czy Miednoje. Po 1944 służyli w Urzędzie Bezpieczeństwa i innych formacjach zwalczających polski ruch niepodległościowy.

 

W roku 1946 i 1947 władze Polski Ludowej ogłaszały amnestie, w wyniku których za każdym razem ujawniło swą działalność kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Za każdym razem okazywało się też jednak, że amnestie te w dużej mierze – były pułapkami. Wielu ujawniających się trafiało później do więzień. Wielu „wyjście z lasu” przypłaciło życiem. Innych – w różny sposób nękano aż do ostatnich lat PRL –u.

 

Niektórym Żołnierzom Wyklętym udało się ujść z życiem dzięki działalności organizacji WiN – Wolność i Niezawisłość. Ta podziemna organizacja także była bezwzględnie zwalczana przez UB i NKWD. Wielu jej członków swą działalność przypłaciła życiem. Do wielkich sukcesów WiN-u należy jednak np. ogromna operacja ukrywania prześladowanych. W owym czasie na Ziemiach Zachodnich działały Polskie Urzędy Repatriacyjne – oficjalne instytucje mające za zadanie organizowanie osadnictwa na terenach opuszczonych przez Niemców. Działacze WiN – u (którzy sami też zaliczają się do Żołnierzy Wyklętych) opanowali ogromną część struktur PUR – ów (Polskich Urzędów Repatriacyjnych). Po prostu – nierozpoznani przez władze stali się pracownikami tych urzędów. Dzięki dziesiątkom tysięcy dokumentów wystawianych na fałszywe nazwiska – wielu Żołnierzy Wyklętych uniknęło więzień i wyroków śmierci. Do dziś na Dolnym Śląsku, na Ziemi Lubuskiej czy Pomorzu Szczecińskim mieszka jeszcze wielu takich, którzy ukrywając się pod zmienioną tożsamością – uszli pogoni siepaczy z NKWD i UB.

 

1 marca Żołnierze Wyklęci mają swoje święto. Pamiętajmy o nich, gdyż na pamięć zasługują oni w sposób szczególny. To ludzie, którzy walczyli z okupantami i byli mordowani wtedy, kiedy cały świat cieszył się z końca wojny i zwycięstwa nad Hitlerem. Miejsca pochowania większości z nich – najczęściej są nieznane.

 

Na temat zamordowanych bohaterów fabrykowano najpodlejsze potwarze. Jeszcze dziś spotykamy się z oszczerstwami, powtarzanymi za ubecką propagandą.

Jest takie polskie ludowe powiedzenie: „na złodzieju czapka gore”. Mówi ono o tych, którzy sami będąc winnymi – obciążają winą innych. Właśnie tak rzecz się ma z kłamstwami na temat Żołnierzy Wyklętych. Oskarżający ich o współpracę z Niemcami i inne zbrodnie, rekrutowali się z szeregów tych, którzy we wrześniu 1939 napadali na Polskę w sojuszu z Hitlerem, potem (jak Nowotko) „oczyszczali” Polskę z patriotycznego podziemia i zaprowadzali w niej ład wzorowany na Związku Sowieckim. Oszczerstwa na ich temat miały jednak do dyspozycji usłużnych „artystów” i nieograniczone środki, jakich stalinowska propaganda nie szczędziła na produkcję oszczerczych filmów i książek. Czas chyba jednak najwyższy, by te wytwory nikczemności służyły już tylko jako przestroga przed tym, jak przerażającą skalę i formę przybrać może kłamstwo.

 

Artur Adamski

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania. Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.